"Kilka pytań do... Burmistrza Szczecinka"
Gościem TV Zachód był burmistrz Jerzy Hardie-Douglas.
Poniżej prezentujemy transkrypcję rozmowy Ryszarda Bańki z Burmistrzem Szczecinka. Materiał wideo można obejrzeć tutaj:
RB: Dzień dobry. W studiu gościmy pana burmistrza Jerzego Hardie-Douglasa. Dzień dobry, panie burmistrzu.
JHD: Dzień dobry, witam.
RB: Panie burmistrzu, ma pan dzisiaj bardzo nietypowy strój.
JHD: Koszulka z Materią. Wszyscy, którzy ze mną współpracują, wiedzą, że ja nie przestrzegam tak zwanego dress code’u. Do pracy też chodzę dosyć luźno ubrany, czasami w T-shircie. Oczywiście, jak mam jakieś oficjalne spotkanie, to się przebieram, ale nie znoszę garniturów i bycia pod krawatem. Czasami jednak trzeba. Natomiast dzisiaj chciałem się usprawiedliwić z koszulki Materii. Chcę państwu przypomnieć, że już jutro – my to nagrywamy w czwartek – w piątek wieczorem zaczyna się Materia Fest. To jest już festiwal z dużą tradycją, poświęcony niszowej muzyce, death metalowi, czyli ciężkiemu metalowi. Nie każdy to lubi. Ja może nie jestem jakimś entuzjastą, ale mnie to nie przeszkadza. Natomiast absolutnie jestem zwolennikiem pluralizmu kulturowego. Każdy ma prawo słuchać takiej muzyki, jaką lubi, i ja nigdy bym się nie ośmielił komukolwiek czegoś narzucać. W Szczecinku jest miejsce i dla jazzu, i dla death metalu, i dla disco polo, i dla rock and rolla, i dla muzyki pop. I tak powinno być, ponieważ ludzie są zróżnicowani. Wracając do Materia Fest – to jest chyba już czternasta edycja. Aż trudno uwierzyć, ile lat temu to się zaczęło. Pierwsza edycja była jeszcze zupełnie niewinna, pierwsze kroki były skromne. Odbyła się na Mysiej Wyspie. Już w następnym roku festiwal przeniósł się pod wieżę Bismarcka i do tej pory co roku odbywa się tam. Ten anturaż wieży Bismarcka, stoku, zalesienia i jeziora jest świetną scenerią dla tego typu muzyki. Ludzie chętnie przyjeżdżają, ale nie dlatego, że impreza odbywa się przy wieży Bismarcka. Materia, dzięki braciom Piesiakom i kolegom tworzącym zespół, potrafiła ściągnąć tutaj naprawdę świetne zespoły – bardzo często należące do najlepszych metalowych zespołów na świecie. Był właściwie tylko jeden wyjątek. Pierwsza edycja odbyła się na Mysiej Wyspie, później festiwal był przy wieży Bismarcka, a chyba w 2017 roku, kiedy występował Behemoth, przenieśliśmy go na jeden rok na plac koncertowy, ponieważ było tylu chętnych. Behemoth nie występował wtedy zbyt często w Polsce. Był bardzo kontrowersyjną kapelą, ale zgodził się zagrać w Szczecinku. Pamiętam, że było to duże wydarzenie i wielka frajda dla wszystkich wyznawców tej muzyki. Oczywiście mnóstwo ludzi było też oburzonych, ale – jeszcze raz podkreślam – każdy ma prawo do swojej muzyki. Jak komuś nie pasuje, to niech nie słucha. Pamiętam, że kiedy Behemoth grał, część przeciwników modliła się w kościele za te „zbłąkane dusze”, które taką „diabelską muzykę” uprawiają i jeszcze jej słuchają. W tym roku będzie to bardzo ciekawy festiwal, dlatego że wystąpi kultowy zespół Vader. To zespół, który powstał w latach 80. w Olsztynie i jest absolutną czołówką – nie tylko polską, ale europejską – death metalu. Tak że wszystkich serdecznie zapraszam. Nasza Materia zagra w piątek, chyba o 21.30, a z tego, co pamiętam, Vader będzie grał w sobotę wieczorem, ponieważ jest to impreza dwudniowa. Bilety dla mieszkańców Szczecinka są tańsze, czyli konsekwentnie promujemy Kartę Mieszkańca. Są również różnego rodzaju imprezy towarzyszące. Między innymi będzie okolicznościowa wystawa w muzeum. Oficjalnie będzie chyba otwarta w sobotę. Zapraszam państwa do śledzenia informacji. Trzeba wejść na stronę SAPiK-u albo wpisać w wyszukiwarce „Materia Fest”. Wszystkiego dowiecie się na temat tej edycji. Zapraszam młodych ludzi. Zupełnie młodzi mogą wejść za darmo, natomiast starsi muszą zapłacić, ale dzięki Karcie Mieszkańca Szczecinka są zniżki.
RB: Warto też dodać, że w tym roku była już muzyka popularna, jeżeli chodzi o piknik. Będzie jeszcze jazz, a to już niebawem.
JHD: Jazz, jazz, jazz. Będzie nasz Gryw Jazz Festival. Świetni muzycy. Tutaj chapeau bas dla Gwidona Lewandowskiego, który prowadzi to od strony organizacyjnej. Dzięki swoim kontaktom naprawdę świetnych muzyków sprowadził do Szczecinka. To jest drugi festiwal może nie tak niszowej muzyki jak death metal, ale mimo wszystko jazz nie jest muzyką, której słucha każdy. Ja akurat bardzo lubię jazz. Jeden lubi to, drugi lubi tamto. Ważne, żeby w Szczecinku się działo.
RB: Myślę, że jeszcze wrócimy u państwa do Gryw Jazz Festivalu, ale przypominam, że już można kupować bilety.
JHD: Ten festiwal będzie właściwie imprezą prawie tygodniową. Są tam też warsztaty dla młodych ludzi, przyjeżdżają studenci z Niemiec, a potem koncerty będą w Krono Design Center przy ulicy Pilskiej. Bardzo dziękuję jeszcze raz Kronospanowi, że udostępnia na nasze imprezy swoją salę. Mamy właściwie jedną taką salę, gdzie może się pomieścić kilkaset osób. Należy ona do Kronospanu. W tej chwili jest tam już niezła akustyka, wnętrze zostało poprawione i oświetlenie jest w porządku. Jazz najlepiej wypada w knajpach, kiedy słucha się go w pubach, ale jeśli chce się go pokazać większej liczbie ludzi, trzeba znaleźć większe miejsce.
RB: Zostawmy na razie ten rozrywkowy temat. Przejdźmy do spraw poważniejszych. W ciężkich bólach, ale plan ogólny się urodził.
JHD: No tak, mieliśmy sesję nadzwyczajną. Czułem pismo nosem, że to tak łatwo nie przejdzie, mimo że – jeżeli spojrzeć na temat obiektywnie – nie jest on w żaden sposób kontrowersyjny. To jest dokument planistyczny, który musimy uchwalić. Zastępuje tak zwane studium uwarunkowań. Studium było do tej pory dokumentem zawierającym wytyczne dla planistów – jak ma wyglądać miasto i jak powinny być opisane plany zagospodarowania przestrzennego. Miasto jest podzielone na kilkadziesiąt mniejszych stref objętych planami zagospodarowania. Zapisy mówią na przykład, że tutaj ma być zabudowa mieszkaniowa, tutaj zieleń, tutaj sport itd. Te zapisy muszą być zgodne ze studium. Ale studium, zgodnie z ustawą, wygasa 31 sierpnia i zastępuje je inny dokument planistyczny pod tytułem „plan ogólny”. Tłumaczyłem radnym, co się stanie, jeżeli tego planu nie uchwalimy. Ostatecznie go uchwaliliśmy, ale gdybyśmy tego nie zrobili, po 31 sierpnia nie moglibyśmy przystępować do nowych planów zagospodarowania przestrzennego, uchwalać ich ani zmieniać istniejących. Około 80 procent powierzchni miasta jest objętych planami. My ciągle je zmieniamy, bo życie się toczy i pojawiają się nowe wyzwania. Czasami trzeba zmienić zapisy dotyczące nawet kilkudziesięciu metrów kwadratowych, ale trzeba formalnie przystąpić do zmiany planu. Około 20 procent powierzchni miasta nie ma planów zagospodarowania przestrzennego. To są szczególnie działki Agencji Mienia Wojskowego, ale również sporo działek prywatnych, przede wszystkim w Trzesiece, na zachód od drogi 172. To są tereny, na których w sposób naturalny będzie się rozwijało budownictwo mieszkaniowe. Żeby tam cokolwiek zrobić, trzeba wydać tak zwaną decyzję o warunkach zabudowy. Tych WZ-ek również nie moglibyśmy wydawać. Właściwie życie trochę by zamarło. Nie chcę demonizować problemu, bo istniejące plany zagospodarowania dalej by obowiązywały, ale nie można byłoby ich zmieniać, uchwalać nowych ani wydawać WZ-ek. Poza tym stracilibyśmy pieniądze dedykowane samorządom, które do 31 sierpnia uchwalą swoje plany ogólne. To mniej więcej około 200 tysięcy złotych. Można powiedzieć, że dla miasta to niewiele, ale 200 tysięcy piechotą nie chodzi. Nie ma sensu nie brać pieniędzy, które są za to, że coś uchwali się do 31 sierpnia, skoro i tak musimy to uchwalić. I jeszcze jedna rzecz – ten plan nie jest na zawsze. Nawet jeżeli jakieś zapisy budzą u kogoś kontrowersje, możemy w każdej chwili przystąpić do zmiany, również punktowej, dotyczącej tylko jakiegoś fragmentu planu ogólnego. Natomiast plan ogólny nagle zaczął być, podobnie jak budowa osiedla socjalnego, wykorzystywany politycznie. Kompletnie tego nie rozumiem. Nie rozumiem, dlaczego część radnych, nie artykułując żadnych swoich uwag, zagłosowała przeciwko. Bo dostali rozkaz od pana byłego burmistrza Raka, że mają tak postąpić. Do tego dołączyła jeszcze pani radna Horniatko, od starosty Lisa. I zagłosowali przeciwko. To jest niezrozumiałe, nieodpowiedzialne i bardzo źle rokuje na przyszłość. Świadczy o tym, że w następnych latach spór będzie się tylko zaostrzał. Spór polityczny jeszcze rozumiem, ale jaki tutaj spór polityczny? Ja po prostu wykonuję swoje obowiązki. Muszę doprowadzić do tego, żeby powstał plan ogólny. I to zrobiłem. Nie ma tam żadnych przemyconych zapisów. Dziewięćdziesiąt procent to zapisy powtórzone z obecnie obowiązujących planów zagospodarowania przestrzennego. W części staraliśmy się natomiast, różnymi sposobami, zwiększyć możliwość budownictwa mieszkaniowego na terenie miasta. Plan ogólny trochę różni się konstrukcją od studium, ale dalej służy temu, żeby zawrzeć wytyczne dla tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego. Te plany muszą być z nim spójne. Chyba dziewięciu radnych głosowało za, ponieważ części radnych nie było. Jakoś to przepchnęliśmy. Powinienem zaapelować do radnych, żeby zachowywali się inaczej, ale wiem już, że to nic nie da. Muszę z tym żyć. Będą wykorzystywali każdą okazję, żeby wkładać kij w szprychy. To jest fatalne. Ja tylko proszę państwa, żebyście pamiętali o tym przy najbliższych wyborach.
RB: A co z tą działką, na której było kiedyś składowisko odpadów niebezpiecznych?
JHD: To jest działka przy Pilskiej. Rozmawiamy tak naprawdę o dwóch działkach. Jedna to działka, o której już nie będę więcej mówił – tam rozważamy budowę osiedla socjalnego. Obok niej znajduje się natomiast działka, na której kiedyś było wyrobisko materiałów geologicznych. Historycznie pozyskiwano tam materiał do cegielni. Robili to jeszcze Niemcy, a po wojnie też tak było. Potem zaprzestano wydobywania żwiru czy podobnego materiału. Następnie powstało tam składowisko odpadów niebezpiecznych. Kiedy mówi się „składowisko odpadów niebezpiecznych”, brzmi to groźnie. Wykonano tam jednak specjalne silosy – betonowe kręgi wpuszczone do ziemi – i składowano w nich przede wszystkim odpady po pestycydach. Nie były to więc żadne radioaktywne czy rozszczepialne związki, tylko rzeczy szkodliwe, związane z działalnością prowadzoną wcześniej przez POM czy kółka rolnicze. W 2003 roku wojewoda otrzymał pieniądze na rekultywację takich składowisk odpadów niebezpiecznych. Padło na Szczecinek – i dobrze. To miejsce nazywało się wtedy Kwiciszewo. Wybrano warszawską firmę przygotowaną do przeprowadzenia rekultywacji. Wszystko, co znajdowało się w betonowych kręgach, wyciągnięto i wywieziono do Niemiec, ponieważ była tam firma mająca uprawnienia do utylizowania tych pestycydów. Później przeprowadzono badania gruntu do głębokości 3,5 metra. Niczego już tam nie znaleziono. To nie było składowisko, w którym wykopuje się dziurę i wrzuca odpady bez żadnego zabezpieczenia, a później wszystko przesiąka do grunt u. Tutaj takiej sytuacji nie było. Poza tym mówimy o działce sąsiadującej z działką, na której ewentualnie miałyby powstać budynki socjalne. Zresztą byłyby to budynki kontenerowe, które w żaden sposób nie miałyby związku z tym gruntem. Mimo że w obowiązującym planie było zapisane, że może być tam teren przemysłowy i mieszkaniowy, geolog wojewódzki zakwestionował ten fragment planu przedstawionego do uzgodnienia. Nie chcieliśmy wchodzić w spór, więc zmieniliśmy zapis, mimo że poprzedni geolog zaakceptował go przy uchwalaniu w 2019 roku planu zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu. Takie rzeczy się zdarzają. W wielu miejscach próbowaliśmy zapisywać rozwiązania, które uważaliśmy za słuszne. Na przykład w Trzesiece, przy ulicy Brzegowej, wprowadziliśmy zapisy umożliwiające budowę kilku domów jednorodzinnych stosunkowo blisko brzegu. Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska zakwestionował to i musieliśmy z tych zapisów zrezygnować. Tak właśnie powstaje plan ogólny. My przedstawiamy swoją wizję, ale potem musimy uzyskać akceptację wielu innych jednostek. Tam, gdzie jej nie uzyskaliśmy, wycofywaliśmy się ze swoich propozycji. Do każdego tematu można wrócić – tak samo jak często wracamy do planów zagospodarowania przestrzennego. Cała ta burza w szklance wody jest dla mnie niezrozumiała i wykorzystywana politycznie, ponieważ mieszkańcy często nie rozumieją tych tematów. Są podpuszczani, później protestują, podpisują jakieś listy protestacyjne i nie bardzo wiedzą, o co chodzi. Wiedzą, że gdzieś dzwoni, tylko nie wiedzą, w którym kościele. A radni od razu wyczuwają temat i się do niego podłączają, bo może przy wyborach zdobędą trochę głosów od ludzi, którym powiedzą, że się za nimi wstawili. Nie ma się za czym wstawiać, bo my tym ludziom żadnej krzywdy nie robimy.
RB: Tak samo jest, jeżeli chodzi o te słynne trzy słupki na drodze. To też jest bardzo rozbuchany temat.
JHD: Chodzi konkretnie o ulicę Miłosza. Ona jest zresztą trochę śmieszna, ponieważ występuje w kilku miejscach. Jak ktoś nie zna dobrze tego terenu, to jest trochę jak z Derdowskiego w Szczecinku: tu jest Miłosza, tam jest Miłosza, a potem od Miłosza odchodzi następna Miłosza. W każdym razie jedna z tych uliczek jest ulicą ślepą. Zgodnie z prawem tak została zaprojektowana i takie były pozwolenia na użytkowanie – nie ma dalszego ciągu. Ponieważ znajduje się na samej granicy miasta z gminą wiejską, a kilkanaście metrów dalej, już na terenie gminy, ludzie zaczęli budować domy, ciężarówki miały problem z dojazdem. Zaczęły więc przejeżdżać przez miejsce, które nie jest do tego przeznaczone. Ta droga była ślepa i asfalt został wykonany tylko do ostatniego domu przy ulicy Miłosza. Konstrukcyjnie nie była przygotowana do ruchu ciężkich pojazdów. Zaczęto nam tę drogę rozjeżdżać, wjeżdżając od strony gminy. Pani dyrektor Wydziału Komunalnego Anna Mista powiedziała mi o tym i doszliśmy do wniosku, że skoro nie możemy załatwić sprawy po dobroci, postawimy tam słupki. Postawiliśmy słupki i zaczęła się awantura. Ponieważ protestów było dużo, wybrałem się tam osobiście. Muszę uczciwie powiedzieć, że chociaż wyraziłem zgodę na postawienie słupków, wcześniej na miejscu nie byłem. Pojechałem, zobaczyłem sytuację i doszedłem do wniosku, że trzeba to jednak załatwić inaczej. Słupki trzeba wykopać. Niech ludzie jeszcze przez jakiś czas tamtędy jeżdżą, a ja spróbuję dogadać się z wójtem, żebyśmy uregulowali sytuację w taki sposób, żeby wszystko było zgodne z prawem. On coś zrobi po swojej stronie, my zrobimy tutaj prawidłowy wjazd na tę ulicę. Wydamy parę złotych, ale wszystko będzie zgodne z przepisami. Dzisiaj można powiedzieć, że zabranie tych słupków jest trochę przymknięciem oczu na pewną nieprawidłowość. Słupki utrudniały ludziom życie, więc poprosiłem, żeby je wykopać, i będę udawał, że na razie problemu nie ma. Ale spróbuję oczywiście później razem z wójtem Jasionasem ten problem załatwić. Najlepiej, żeby wszystko było zgodne z przepisami. Wtedy nikt nie będzie tego kwestionował.
RB: Panie burmistrzu, remont kina trochę się przeciąga. Miał być zakończony do końca sierpnia, ale będzie trwał nieco dłużej.
JHD: Tak. Szczerze mówiąc, nie pamiętam dokładnie argumentacji, ale pan dyrektor Maziakowski uprzedzał mnie, że niestety jest tam chyba dwutygodniowy poślizg. Argumenty wykonawcy były na tyle logiczne, że się na to zgodziliśmy. Chyba odbędzie się to bez żadnych kar. Za chwilę zacznie się także remont dachu, ale to już nie będzie wpływało na samą działalność kina. Kino będzie wyglądało dużo lepiej. Miałem nadzieję, że już 1 września będziemy mogli zobaczyć w nowym kinie jakąś premierę, usiąść na nowych fotelach i zobaczyć odnowione wnętrze. Musimy jeszcze dwa tygodnie poczekać, więc nic strasznego się nie dzieje.
RB: Zmienia swoje oblicze także basen, konkretnie strefa SPA.
JHD: Tam też jest jakiś poślizg. Właściwie każda inwestycja ma trochę zbyt optymistycznie określony termin zakończenia. Basen odwiedzałem ostatnio dwukrotnie. Mnóstwo ludzi tam pracuje, żeby jak najszybciej skończyć strefę SPA. Wygląda to naprawdę dobrze. Więcej osób będzie mogło korzystać z tej strefy, więc będą też większe dochody dla basenu. Oczywiście w tym roku będziemy cierpieć, ponieważ basen był dosyć długo wyłączony i nie było przychodów. Później jednak będą wpływy z tej części, która jest dochodowa. Nasz basen jako całość jest deficytowy. Już kiedy był budowany, burmistrz Goliński miał świadomość, że trzeba będzie do niego dopłacać. Tak jest w całej Polsce. Tylko niektóre aquaparki przynoszą zyski. Baseny wykorzystywane głównie sportowo, do nauki pływania czy rekreacji dla pływających przynoszą straty. Zwykle natomiast jest przy nich strefa SPA, która przynosi zysk. My teraz tę strefę SPA unowocześniamy. Będzie naprawdę odlotowa: większa powierzchniowo, z większą liczbą atrakcji i możliwością przyjęcia większej liczby osób. Więcej osób będzie tam przychodziło, więc powinny być też większe przychody.
RB: Kilka dni temu byliśmy na tej nowej, powstającej strefie i muszę powiedzieć, że jesteśmy pod wrażeniem.
JHD: Obyśmy byli pod wrażeniem także wtedy, kiedy wszystko zostanie zakończone. Mamy tam jeszcze jedną, być może najtrudniejszą część. Przy rekultywacji tych stawów – jest ich w sumie chyba pięć – sam nigdy wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, jak duży jest to teren. Zawsze, kiedy jeździłem ulicą Narutowicza, po prawej stronie widziałem trzcinowisko, jakieś chaszcze i krzaki. Wiedziałem, że jest tam jakaś woda. Czasami było widać czaple i inne ptactwo. Wszyscy trochę przyjęli, że tak już musi być. Okazało się, że nie musi, bo teren można zrewitalizować – oczywiście zgodnie ze wszystkimi ustaleniami z Regionalnym Dyrektorem Ochrony Środowiska. Chwilowo teren jest odsłonięty. Teraz zaczynają się nasadzenia, a pan architekt Tomek Wolanin pracuje nad planem jego zagospodarowania. Mam nadzieję, że w przyszłym roku zaczniemy już końcowe urządzanie tego miejsca. Ma to być strefa relaksu, znacznie większa od tej, która jest na Kopernika. Trzeba ten teren zobaczyć. Mają tam być place zabaw, miejsca sportowe, coś dla jeżdżących na rolkach, siłownie, miejsca do grillowania. Chcemy też zrobić jakąś kolejkę dla dzieci. Problem polega na tym, że brzegi są chwilowo dosyć niestabilne. Okazuje się, że od strony Wielimia, czyli od wschodu, są bardzo złe grunty. Część naszych pomysłów trzeba będzie zweryfikować, bo tam pewne rzeczy po prostu się nie utrzymają. Dotyczy to jednak około 20 procent powierzchni. Cały teren jest duży i ciekawy. Już teraz wygląda dużo lepiej niż wcześniej, ale jego logiczne zagospodarowanie w taki sposób, żebyśmy wszyscy byli zadowoleni, będzie dużym wyzwaniem. Sam jestem ciekaw, jak to ostatecznie będzie wyglądało. Czekam na koncepcję i wizualizację. Kiedy będzie gotowa, na pewno państwu ją pokażemy.
RB: Panie burmistrzu, będziemy już powoli kończyć, ale jeszcze zaprosi pan na Festiwal Światła, bo to będzie naprawdę wydarzenie.
JHD: Mam nadzieję. Zawsze trzymam kciuki przede wszystkim za pogodę. Na razie coś tam ma padać, ale niezbyt intensywnie i nie przez cały dzień. 5 września. Mieliśmy nadzieję, że w tym roku jeszcze bardziej rozbudujemy imprezę, ale zawsze pojawia się problem finansowania. W tym roku nie znalazłem dodatkowego finansowania, więc budżet jest mniej więcej taki jak wcześniej – został zwiększony o 50 tysięcy. Gdybyśmy znaleźli trochę więcej pieniędzy, mamy już uzgodnione, jak festiwal mógłby wyglądać w kolejnym roku. Nie chcę teraz zdradzać szczegółów, ale jest duża szansa, że znajdziemy sponsora tytularnego, który przejmie nazwę Festiwalu Światła i dołoży do niego większe pieniądze. Wtedy będzie to jeszcze większa impreza. Zeszłoroczna edycja przeszła wszelkie oczekiwania. Mam nadzieję, że ta będzie nie gorsza. Musimy jednak zdawać sobie sprawę z ograniczeń miasta. Nie możemy nagle przyjąć 40 tysięcy ludzi z całego regionu. To bardzo atrakcyjne, ale oni po prostu się tutaj nie pomieszczą. Nie będzie gdzie zostawiać samochodów. To jest wyzwanie logistyczne. Musimy też pamiętać o bezpieczeństwie. Mam nadzieję, że jak najwięcej osób przyjedzie do Szczecinka, ale też nie możemy przesadzić z reklamą, bo możemy mieć swoistą klęskę urodzaju. Zapraszam wszystkich państwa, przede wszystkim mieszkańców Szczecinka, 5 września od godzin wieczornych. We wrześniu zmierzch zapada już trochę wcześniej. Będzie mnóstwo różnych atrakcji. Głównym punktem będzie okolica zamku, park, muszla koncertowa – teren od liceum, poprzez okolice zamku, aż do plaży będzie zagospodarowany. Będzie pełno światła i różnych atrakcji.

